Hrabina od niechcenia przeczołgała się na zachód, i znad kart zerknęła na papierek. Buenos Aires, 15 październik 1815 rok przed Kaktusem, „Opera za trzy bambosze" Bilet do opery, wypisany zielonym atramentem, bardzo wyblakły. Hrabina zadumała się. Nigdy nie była w operze. Von Skrzatowie zanikają w odległości 22 kilometrów od domu. I tak, leżąc, podłożyła dłonie pod brodę i zapatrzyła się w Melanię. Na dramat, którego nigdy nie pozna.
W bladym świetle października, dostrzegła resztki pazłotka na paru łuskach i zardzewiały kolczyk zawieszony pod kolanem lewej nogi. Ledwo widoczny, w kształcie płonącego zeppelina. Zeppelin trzymał w pysku różę, kiedyś zapewne karminową. Może była stewardesą? - Pomyślała hrabina…
Hrabina podczołgała się bliżej i usiadła na wyspie Togo. Melania była analfabetką. Liczyła specyficznie, przeważnie na łut szczęścia. Gdy przybyła, miała tylko trzy rzeczy: dwumetrowe cygaro, książkę i baletki. Cygaro wypaliła na plaży, baletki zawsze miała nałożone na szyszkowe stopy. Prawdopodobnie nosiła je od urodzenia, bo miały pokaźne rozstępy. Książka natomiast to zagadka. Zaraz po przybyciu do sali globusów, wsunęła ją bez słowa za wiadro i nigdy później nie powiedziała słowa na ten temat. Hrabinę intrygowała książka, niestety wrodzona kultura i krótkowzroczność nie pozwalały jej nic dostrzec za wiadrem. Okulary zgubiła hrabina na wrzosowiskach, a soczewek arystokracji nosić nie wolno. O kulturze hrabina nie miała pojęcia, bo się z nią urodziła.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz